Zalogowany jako: .   Wyloguj się
  Strona 2 z 2

Bezdomność

Zobacz artykuły na temat:
Bezdomność – pojęcie to, w sensie dosłownym, oznacza brak domu, dachu nad głową. W sensie egzystencjalnym oznacza to brak swego miejsca na ziemi, nieustanne poszukiwanie sensu życia. Można być bezdomnym z wyboru, albo z konieczności.

Młoda Polska

Stefan Żeromski "Ludzie bezdomni"

W literaturze Młodej Polski o różnych kategoriach bezdomności pisał Żeromski w Ludziach bezdomnych. W jednym z listów do narzeczonej Żeromski wyznał, że „Dom jest dla człowieka częścią jego istoty; toteż najbardziej brak tej części odczuwają tacy jak ja, co nie mieli prawie rodzinnego domu”. W odniesieniu do powieści można rozpatrywać wielorako. W sensie dosłownym to ci, którzy z takich czy innych przyczyn nie mieli własnego dachu nad głową. Kiedy Tomasz Judym wędrował przez eleganckie ulice Paryża, spomiędzy zaś ogrodów spostrzegał „sczerniałe mury i kominy fabryk” oraz „domy przedmieścia biedne, ordynarne i małe”.

Symbolem nędzy był także obraz biednego rybaka, który bohater oglądał w Luwrze. Mężczyzna na dziele sztuki to „Chudy człowiek, a właściwie nie człowiek, lecz antropoid z przedmieścia wielkiej stolicy, obrosły kłakami, w koszuli, która ze starości się na nim rozlazła”. Także w Warszawie, kiedy odwiedził ulicę Krochmalną i Ciepłą, zamieszkałe przez biedotę żydowską.

„Z dziedzińców, drzwi, nawet ze starych dachów krytych blachą lub cegłą, gdzie szeregiem tkwiły okna facjatek, wychylały się twarze chore, chude, długonose, zielone, moręgowate i patrzały oczy krwawe, ciekące albo zobojętniałe na wszystko z niedoli, oczy, które w smutku wiecznym śnią o śmierci”.

Bezdomni w sensie społeczno-ekonomicznym to także chłopi zamieszkujący czworaki w Cisach. Napływowa ludność folwarczna źle znosiła tutejszy klimat, toteż dzieci (a i dorośli) masowo chorowali na febrę. Także na Śląsku widział zniszczone domy robotniczego osiedla, dookoła których nie rosło żadne drzewo, zamieszkałe przez „Wynaturzone okazy gatunku ludzkiego”.

Tomasz Judym był z kolei bezdomnym z wyboru. Wychowywany w nieustannym poniżeniu przez ciotkę, uciekł z jej domu i odtąd mógł liczyć tylko na siebie. Po powrocie ze studiów w Paryżu, próbował związać się z warszawskim środowiskiem lekarskim. Jego poglądy jednak uznano za dziwactwo. Bogaci lekarze zbojkotowali młodego kolegę do tego stopnia, że z powodu braku pacjentów musiał zamknąć prywatną praktykę i zarabiać jako lekarz sanatoryjny w Cisach.

Tam też nie przebywał długo. Kiedy rozpoczął z dyrekcją walkę o osuszenie stawów i wepchnął Chobrzańskiego do stawu, zmuszony był opuścić kurort. Trafił na Śląsk i wszystko wskazywało na to, że tu zamieszka na dłużej i założy rodzinę. Kiedy jednak przyjechała do niego Joasia, przestraszył się, że stanie się „dorobkiewiczem”. Czuł się odpowiedzialny za panującą wokół nędzę, z której sam się wywodził, uważał, że „jestem z motłochu, z ostatniej hołoty”.

Dlatego za cel swego życia i drogowskaz na przyszłość uznał pomoc najbiedniejszym: „Muszę to oddać, com wziął. Ten dług przeklęty... Nie mogę mieć ani ojca, ani matki, ani żony, ani jednej rzeczy, którą bym przycisnął do serca z miłością, dopóki z oblicza ziemi nie znikną te podłe zmory. Muszę wyrzec się szczęścia. Muszę być sam jeden. Żeby obok mnie nikt nie był, nikt mię nie trzymał”. Rozstał się więc z Joasią, by samotnie wypełniać swą życiową misję.

Bezdomność Joasi Podborskiej natomiast była niezawiniona, to wynik tragicznego splotu okoliczności. Wspominała, że „ja już tak dawno straciłam gniazdo rodzinne! Prawie nigdy go nie miałam. W piątej klasie byłam zaledwie, gdy mię ojciec odumarł! Mamy prawie nie pamiętam... Każda istota ma swe ognisko, swój dach”. Miała nadzieję, że skończy się wreszcie jej tułaczka po sublokatorskich pokojach, praca guwernantki czy damy do towarzystwa. Marzyła o skromnym, wspólnym domu, szczęściu małżeńskim z Tomaszem.

Kiedy ten postanowił iść swoją drogą, znowu została skazana na zamieszkiwanie u obcych. W sensie egzystencjalnym bezdomny był inżynier Korzecki. Twierdził, że nie może żyć „jak miliony ludzi. Przecie nieraz uciekam (...) Rzucam gazety, książki, nie odpieczętowuję listów... I cóż mi z tego? Zawsze i wszędzie widzę odbity świat w sobie, w mojej duszy nieszczęsnej”. Uciekał nie tylko od świata, ale i od siebie, bojąc się samotności i śmierci. Ten intelektualista-dekadent znalazł ucieczkę w samobójstwie. Brak domu, czyli w przypadku Wiktora Judyma – ojczyzny, to kolejny aspekt bezdomności. Poza własnym krajem musiał szukać dla swej rodziny lepszych warunków egzystencji.

Do opuszczenia Warszawy zmusiły go nie tylko warunki materialne, ale i działalność konspiracyjna. W poszukiwaniu lepszego miejsca na ziemi gotów był wyjechać nawet do Ameryki: „Bessemer jest wszędzie na świecie. Ja idę za nim. Gdzie mi lepiej płacą, tam idę”. Do bezdomnych emigrantów należał także Les-Leszczykowski, którego „burza wyrzuciła na brzeg Bosforu” i potem „Bywał tragarzem okrętowym, zamiataczem ulic, roznosicielem dzienników europejskich, ajentem w pewnym sklepie francuskim, subiektem, komiwojażerem”, aż w końcu bogatym kupcem w Konstantynopolu. Emigrantem bez nadziei na powrót był także Wacław Podborski, zmarły na obczyźnie (prawdopodobnie na zesłaniu, na Syberii) brat Joasi.

Zobacz też : Stefan Żeromski - Ludzie bezdomni

Władysław Stanisław Reymont "Chłopi"

Z problemem bezdomności borykali się także niektórzy bohaterowie Chłopów Reymonta. Kiedy przychodziła jesień, stara Agata„Trza było... roboty już la mnie nie miały... na zimę idzie, to jakże – darmo mi to dadzą warzę abo i ten kąt do spania?”. Kiedy wracała wiosną z uciułanym groszem i podarunkami dla rodziny, była przyjmowana serdecznie. Staruszka marzyła tylko o jednym: umrzeć w łóżku, jak prawdziwa gospodyni. Kłębowie jednak zabrali jej nawet pierzynę, która miała jej służyć w ostatnich chwilach życia. W wyniku tragicznego splotu wydarzeń bezdomny stał się także Jakub Socha (Kuba), trudno bowiem nazwać domem mieszkanie w stajni u Boryny.

Rodzice parobka służyli kiedyś w pobliskim dworze. Wraz z młodym dziedzicem wziął udział w powstaniu i uratował go od śmierci. Potem młody pan wyjechał za granicę. Kuba, po powrocie do dworu, ujrzał już tylko zwłoki dziedziców i matki. Od tej pory tułał się po świecie, by w końcu zostać parobkiem u Boryny. Bezdomny był także Witek, wzięty jako dziecko z ochronki przez Kozłową. Chłopiec nie znał nawet swego pochodzenia, nie wiedział, kim byli jego rodzice. Przygarnięty przez Borynów, pasał krowy i wypełniał inne posługi. Wyruszała w świat na żebry. Swą tułaczkę tłumaczyła trudną sytuacją materialną rodziny i świadomością własnej zbędności.

Zobacz też : Władysław Stanisław Reymont "Chłopi"

Joseph Conrad "Lord Jim"

O bezdomności można także mówić w przypadku głównego bohatera powieści Conrada pt. Lord Jim. Kiedy na morzu zdarzył się wypadek i Jim stchórzył, uciekając wraz z innymi marynarzami z tonącej „Patny”, jego dotychczasowe życie i marzenia legły w gruzach. Po stracie marynarskich uprawnień tułał się po świecie i imał różnych zajęć. Był akwizytorem, pracował jako goniec, rozpoczął egzystencję włóczęgi i stał się znanym obieżyświatem. Potrafił niespodziewanie, bez słowa wyjaśnienia, porzucać zajęcie i znikać.

Najczęściej zdarzało się to, kiedy ktoś niespodziewanie przypominał o dawnym wypadku. Jim był przekonany, że wszyscy wiedzieli o jego tchórzostwie, stał się bardzo drażliwy na tym punkcie. Kiedy trafił na Patusan, wydawało mu się, że w końcu znalazł swe miejsce na ziemi, że już nie musi uciekać przed samym sobą. Tu, na wyspie, mógł udowodnić własną wielkość i wreszcie żyć szczęśliwie. Niepoprawny marzyciel popełnił jednak kolejny błąd – uwierzył Brownowi i wstawił się za piratem. Stało się to przyczyną śmierci Warisa Daina i jego, Jima, klęski. Zginął zastrzelony przez Doramina, przed którym stawił się, by ponieść zasłużoną karę.

XX-lecie międzywojenne

Zofia Nałkowska "Granica"

Kwestia bezdomności poruszana była także w literaturze XX-lecia międzywojennego. W utworze Zofii Nałkowskiej pt. Granica za istotę bezdomną uznać można Justynę Bogutównę. Nieślubna córka kucharki, od urodzenia tułała się po różnych dworach. Kiedy Bogutową zatrudniło hrabiostwo Tczewscy, Justyna bawiła się z hrabiankami, przez co nabyła nieco ogłady.

Po śmierci matki, uwikłana na dodatek w romans z Zenonem Ziembiewiczem, nie przygotowana do życia w mieście, zatrudniała się jako pomoc domowa, potem sprzedawczyni, ale nigdy na długo. W końcu w ogóle przestała pracować i stopniowo, po nieudanej próbie samobójczej, zaczęła popadać w obłęd. Zamach na dawnego kochanka spowodował w konsekwencji jej uwięzienie. Justyna, dziewczyna zbyt łatwowierna i wrażliwa, nie potrafiła znaleźć swego miejsca w społeczeństwie ani nawiązać kontaktów z ludźmi. 

Stefan Żeromski "Przedwiośnie"

Bezdomny był także Cezary Baryka, główny bohater powieści Żerosmskiego pt. Przedwiośnie. Miał szczęśliwy dom, dopóki nie wybuchła rewolucja w Rosji. Zdecydował się na powrót do nigdy nie widzianej ojczyzny – i granicę przekroczył sam. Odtąd stał się „igraszką losu”. Dzięki pomocy dawnego znajomego matki, Szymona Gajowca, zamieszkał w Warszawie i rozpoczął studia medyczne. Wybuchła jednak wojna polsko-sowiecka i Cezary, by nie być posądzonym o tchórzostwo, wziął w niej udział.

Uratowawszy życie Hipolitowi Wielosławskiemu, został przez niego w dowód wdzięczności, zaproszony do Nawłoci. „Pierwszy to pewnie raz od śmierci rodziców miał w sercu radość, rozkosz bytu, szczęście. Było mu dobrze z tymi obcymi ludźmi, jakby ich znał i kochał od niepamiętnych lat. Wszystko w tym domu było dobre dla uczuć, przychylne i przytulne, jak niegdyś objęcia rodziców”.

Śmierć Karoliny Szarłatowiczówny i obarczenie go moralną odpowiedzialnością za zgon dziewczyny spowodowały, że musiał posiadłość opuścić. Przez jakiś czas przebywał w Chłodu, potem powrócił do stolicy. Nie chciał być zależny od Gajowca, więc zamieszkał w ubogiej dzielnicy. Szukał dla siebie jakiejś idei, ale w każdym środowisku czuł się obco.

Chodził ulicami miasta bez celu i „wodził się za bary ze swoja duszą. (...) Kołysał się tu i tam, nie wiedząc, gdzie jest droga. Zaprzeczał jednym, zaprzeczał drugim, a swojej własnej drogi nie miał pod stopami”. Wyrazem jego bezdomności i samotności w społeczeństwie była ostatnia scena utworu. Podczas demonstracji robotniczej maszerującej na Belweder Cezary „wyszedł z szeregu robotników i parł oddzielnie, wprost na ten szary mur żołnierzy – na czele zbiedzonego tłumu”.


Uwaga! Powyższa porada jest jedynie sugestią i nie może zastąpić wizyty u specjalisty. Pamiętaj, że w przypadku problemów ze zdrowiem należy bezwzględnie skonsultować się z lekarzem!

W czym najlepiej ćwiczyć?

Chcesz skomentować artykuł? lub wypowiedz się jako gość:

Autor:
Komentarz:
 

Zobacz także:

 
 
Zamów darmowy newsletter